5 powodów, dla których powinieneś trzymać się z daleka od Peru

1. Lima

Większość turystów udających się do Peru traktuje to miejsce po macoszemu, jak nieunikniony przystanek w drodze do Cusco, Arequipy czy Huaraz. Jednak położona nad oceanem spokojnym Lima to nie tylko zatłoczone centrum, zakorkowane ulice pełne szalonych kierowców i wieczna mgła. To także, a może przede wszystkim, dynamiczne, nowoczesne, tętniące życiem centrum kraju, które ma wiele do zaoferowania. Liczne muzea zadowolą nawet najbardziej wybredny, kulturalny gust, a historyczne centrum Limy wraz z katedrą i kościołem San Francisco, gdzie można zwiedzić przyprawiające o gęsią skórkę katakumby, to prawdziwa gratka dla miłośników architektury. Osoby lubiące spędzać czas aktywnie mogą polecieć na paralotni albo wybrać się na surfing w Miraflores, a uzależnieni od zakupów powinni uważać na limit karty kredytowej w wbudowanym w wysoki klif centrum handlowym Larcomar i ogromnym centrum Jockey Plaza. Wieczorem natomiast miło sączy się pisco sour lub lokalne piwo Callao w jednym z barów w Miraflores czy Barranco, gdzie można następnie wybrać się na dziką imprezę. To wszystko czeka na Was jeśli tylko odważycie się spędzić kilka dni w tym ogromnym, zaskakującym i barwnym mieście na pustyni, gdzie praktycznie nigdy nie pada.

Lima

2. Peruwiańska kuchnia

Jak mówią krytycy, to jedna z najlepszych kuchni na świecie, a ja wam powiem, że to najprawdziwsze niebo w gębie. To nie tylko bardziej konwencjonalne lomo saltado, aji de gallina czy ceviche, ale także nie mniej tradycyjne potrawy z lamą, alpaką czy… świnką morską w roli głównej. Peruwiańska kuchnia jest pikantnym teatrem międzynarodowych wpływów, którego głównymi aktorami są ziemniak i kukurydza. I ryż – dużo ryżu! Zdecydowanie nie jest to jednak raj dla wegetarian, gdyż główne posiłki prawie zawsze zawierają mięso. Wegetariańskie kubki smakowe mogą się za to cieszyć pysznymi, świeżymi sokami z egzotycznych owoców, takich jak, moje ulubione, marakuja i carambola. Inne popularne napoje to przepyszny sok z fioletowej kukurydzy – chicha morada, inkaska kola w żółtym kolorze, a dla dorosłych pisco lub marakuja sour. Osoby z wrażliwym żołądkiem muszą jednak uważać, gdzie i co jedzą, gdyż peruwiańskie warunki higieniczne znacznie odbiegają od polskich. Co tu dużo mówić – sanepid złapałby się za głowę.

cuy

3. Machu Picchu

Te inkaskie ruiny położone wysoko w Andach, to nie tylko jedna z najciekawszych atrakcji, jakie miałam okazję zobaczyć w Peru, ale w ogóle gdziekolwiek. Nigdy nie zapomnę, kiedy wczesnym rankiem po wyczerpującej wspinaczce na Huayna Picchu, szczyt górujący nad miasteczkiem Machu Picchu, z gęstej mgły zaczęły wyłaniać się zapierające dech w piersiach ruiny. Banalne i turystyczne czy też nie, ale wyjechać z Peru i nie zobaczyć Machu Picchu to trochę, jak być w Warszawie i nie zobaczyć Pałacu Kultury. Dodatkowej wartości samej, bądź co bądź, nieprzystępnej atrakcji dodaje przeżycie, jakim jest jej zdobycie. Opcji jest kilka – począwszy od wygodnego pociągu z Cusco do Aguas Calientes, poprzez kilkudniowy Inca Trail, a kończąc na połączeniu lokalnego transportu krętymi drogami i pieszej wędrówki wzdłuż torów kolejowych, które z racji ograniczonego budżetu wybrałyśmy z koleżanką, ale o tym może innym razem.

Machu Picchu

4. Rękodzieło

Puszyste, mięciutkie sweterki z lamy i alpaki, czapki chullos, malutkie, ręcznie dziergane skarpetki i rękawiczki dla dzieci, lalki peruwianki, śliczne torby, torebki, torebeczki, drobne, ręcznie robione bransoletki (ach, te bransoletki!), wyroby ze srebra i złota… to tylko kilka powodów, przez które ciężko wyjść z peruwiańskiego targu. Ja zakochałam się w andyjskim rękodziele od pierwszego wejrzenia i mogłam gapić się na te piękne wzory i kolory godzinami. Jest w tym wszystkim trochę tradycji i nieco kiczu, ale bez swetra z lamy czy czapki chullo się nie obędzie. Aby nie pójść z torbami, a raczej wyjść z cięższymi, można, a nawet należy się targować. Dlatego też szybkie opanowanie sztuki liczenia po hiszpańsku pozwoli Ci zaoszczędzisz kilka ładnych soli.

rękodzieło

5. Salsa i spółka

W rozklekotanym busiku z dziurami w podłodze, kiedy kierowca pędzi jak szalony, a wiatr robi za klimatyzację, w supermarkecie, gdy szukasz czegoś czego nie możesz znaleźć, a nie potrafisz o to zapytać, bo nie znasz danego słowa po hiszpańsku (huevos to słowo, które już zawsze będę pamiętała), gdy idziesz do pracy, kiedy z niej wracasz, w pubie, klubie, w taksówce, w radio – w Peru salsa jest wszechobecna. Nie sposób się od niej uwolnić i chyba nie warto, bo salsa to radość i ruch, a ruch to zdrowie. Może Peru nie jest tak wielką mekką salsy, jak Kuba czy Kolumbia, ale zdecydowanie rośnie w siłę. To miejsce, gdzie zakochałam się w salsie bez pamięci i do tej pory mi nie przeszło. Kiedy jednak znudzi Ci się już nieustanny stukot clave, możesz zatańczyć w rytm równie gorącego reggaetonu, bachaty czy merengue.

Advertisements

6 comments

  1. Meg · Marzec 12, 2015

    Tak ciekawie i lekko napisane, przeczytałam jednym tchem :>
    I ta świnka morska na talerzu 😀

    Lubię to

  2. Marzyciele · Marzec 13, 2015

    Świnki Morskiej bym nie ruszył 😀

    Lubię to

  3. Asia | Byłem tu. Tony Halik. · Marzec 14, 2015

    Od dawna marzy nam się Peru. Kiedy byliśmy jesienią w Brazylii, kusiło nas bardzo, żeby tam stamtąd pojechać, ale Peru zasługuje na oddzielną zaplanowaną i przemyślaną wyprawę 🙂

    Lubię to

    • rudawpodrozy · Marzec 14, 2015

      Peru jest niesamowite! 😊 Zdecydowanie zasługuje na osobną wyprawę. Mam w planie kilka wpisów na ten temat – mogą Cię zaciekawić 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s